Google
 

poniedziałek, 13 czerwca 2011

O FILMACH I NAGRODACH FPFF | ZŁOTE, SREBRNE I PLATYNOWE LWY GDYNIA 2011



Zakończyła się kolejna edycja - tym razem niejubileuszowa, bo 36. - Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Ten festiwal obfitował w kilka niespodzianek i zaskoczeń. Oto subiektywne spojrzenie na święto polskiej X Muzy.

Pierwsze odstępstwo od tradycji to lokalizacja festiwalu - w tym roku z racji remontu gdyńskiego Teatru Muzycznego przegląd i atrakcje festiwale odbywały się całkowicie w Multikinie, ale nie tylko w Gdyni, a również w Gdańsku i Sopocie. To na pewno wpłynęło na frekwencję i popularyzację polskiej kinematografii, o której wciąż się mówi, że nic ciekawego się z nią/w niej nie dzieje, a co roku na FPFF są prezentowane perełki...


Złote Lwy dla Essential Killing.


Srebrne Lwy - Sala samobójców.


Róża - nagroda publiczności i dziennikarzy.

Tak było i w tym roku. Młodzieżowa Sala Samobójców (Srebrne Lwy), pokazująca bananowych polskich nastolatków w nuworyszowym społeczeństwie, przejmująca Róża (Nagroda Publiczności - Klakier i dziennikarzy), o powojennym szaleństwie na Mazurach, tragiczny Czarny czwartek o wydarzeniach Grudnia '70 w Gdyni, czy też bajkowy i mesjanistyczny Młyn i krzyż (oba wyróżnione nagrodami specjalnymi jury). No last but not least - Essential Killing. Film na czasie, film realistyczny i film najbardziej predysponowany do ubiegania się o Oscara 2012 dla filmy nieanglojęzycznego. O talibie złapanym przez Amerykanów i przewiezionym do Polski, który ucieka z niewoli i próbuje przetrwać w całkowicie obcym kraju. Ubogość dialogów całkowicie uzasadniona i Złote Lwy z wyrachowania.
Bo może i Róża oraz Czarny czwartek są bardziej historyczno-martyrologicznie polskie, Sala samobójców, Ki, Kret i Wymyk mocno na czasie, a Młyn i krzyż duchowo polskie to nie wytrzymują starcie z ogólnoświatowym Essential Killing w kontekście właśnie Oscarów. Bo EK zrozumieją wszyscy, ale pozostałe wyróżnione filmy potrzebowałyby kilkunastominutowego wstępniaka dla zagranicznej gawiedzi, niestety...

Z innych niespodzianek - brak na gali wyróżnionych Platynowymi Lwami Tadeusza Konwickiego i Romana Polańskiego - tego drugiego z wiadomych względów ;) Zaskoczeniem jest umiejętność takiego lawirowania członków jury, że z "jakąś" nagrodą wyjechał z Gdyni każdy z filmów Konkursu Głównego...
Co prawda o Złote Lwy ubiegała się tylko połowa filmów w stosunku do poprzednich festiwali (21. w 2010 i 23. w 2009 r.) co jest sporą niespodzianką in minus.

Jedno jednak można powiedzieć o polskim kinie - może i nie produkuje efektownych, bajeranckich i trójwymiarowych megaprodukcji dla masowego zjadacza popcornu, ale filmy z logo PISF potrafią pokazać niesamowity i przejmujący wycinek przeszłej i teraźniejszej rzeczywistości. Warto przekonać się o tym osobiście, niekoniecznie w Multikinie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne posty